Według wyliczeń Centrum Adama Smitha dzisiaj wypada Dzień Wolności Podatkowej. W teorii oznacza to, że od tego momentu Polacy zaczynają pracować na siebie, a nie na państwo. W ciągu 22 lat okres pracy tylko na zapłacenie podatków i danin skrócił się o trzy tygodnie.
![Dzień Wolności Podatkowej 2015 [© whitelook - Fotolia.com] Dzień Wolności Podatkowej 2015 [© whitelook - Fotolia.com]](http://www.senior.pl/Dzien-Wolnosci-Podatkowej-2015_img5579d6fcc78ca.jpg)
Przeciętny polski podatnik prawie pół roku pracuje, aby opłacić wszystkie
podatki - te bezpośrednie, jak PIT i te pośrednie, jak VAT - zawarte w cenie dóbr konsumpcyjnych. W tym roku 11 czerwca rzypada dzień, w którym łączny dochód przeciętnego podatnika, licząc od stycznia, zrównuje się z (przewidywanymi) zobowiązaniami podatkowymi na dany rok.
- Dzień wolności podatkowej sukcesywnie od lat przypada coraz wcześniej. To pozytywna informacja oznaczająca, że coraz krócej pracować musimy na własne obciążenia względem państwa. Oznacza to również, że więcej możemy przeznaczać na inne wydatki, np. konsumpcję. Niestety, wciąż daleko nam do niektórych państw, w których data ta przypada już w kwietniu (np. USA, Australia), czy też w maju (np.
Hiszpania, Niemcy, Wielka Brytania). W Dniu Wolności Podatkowej warto jednak rozważyć nie tylko wysokość obciążeń obywateli względem państwa, ale również jakość świadczeń wzajemnych, oferowanych obywatelowi. Przykładowo w Norwegii, kraju z wysokimi zarobkami i szeroko rozwiniętą infrastrukturą socjalną, dzień wolności podatkowej przypada na koniec lipca – stwierdza Piotr Szulczewski, analityk Bankier.pl.
Przez 22 lata okres pracy tylko na podatki i inne daniny publiczne skróvił się o 3 tygodnie.
- Politycy od lat obiecują nam uproszczenie systemu podatkowego przy jednoczesnym podniesieniu jakości świadczonych usług publicznych dla ludności. Jest lepiej, ale to wcale nie tłumaczy opieszałości władzy w przeprowadzaniu niezbędnych reform. Tymczasem z wyliczeń Bankier.pl wynika, że proste dwukrotne podniesienie kwoty wolnej od podatku do 6182 zł spowodowałoby, że pracowalibyśmy na państwo przynajmniej 10 dni krócej – dodaje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.